wersja testowa serwisu

Mistrzostwa Polski Iron Man: Kimmer mistrzem! Stawowczyk i Cieśla w dobrej formie!

Mistrzostwa Polski Iron Man: Kimmer mistrzem! Stawowczyk i Cieśla w dobrej formie!

Doskonały występ Iron Menów z powiatu bełchatowskiego na Mistrzostwach Polski w Malborku. Jakub Kimmer z Zelowa po raz kolejny udowodnił swoją moc broniąc tytułu Mistrza Polski! Pod majestatycznym zamkiem krzyżackim w ramach Castle Triathlon Malbork rywalizowali także Waldemar Stawowczyk (Osina) na dystansie pełnego IM i Robert Cieśla (Bełchatów), który wystartował na „połówce" dystansu.

W miniony weekend do Malborka zjechała absolutna czołówka polskich zawodników w triathlonie. To właśnie rzeka Nogat i historyczne okolice krzyżackiego zamku były areną wyścigów w ramach Castle Triathlon Malbork. Nie zabrakło też przedstawicieli powiatu bełchatowskiego. Do rywalizacji, zresztą w roli faworyta, stanął zelowianin, Jakub Kimmer. Wygrał, pokonując łącznie: 3,8 km w wodzie, 180 km na rowerze i ponad 42 km w biegu w 8 godzin 58 minut. To dało mu 5. lokatę w klasyfikacji open i 1. miejsce w kat. M 30.

Zelowianin, podkreśla, że ma po tegorocznym, malborskim starcie duży niedosyt, zwłaszcza po etapie kolarskim, w którym walczył z kontuzją pleców. Na pierwszej rowerowej pętli Kimmer - jak sam to podkreśla - czerpał ze startu czystą przyjemność, dodaje, że starał się nawet oszczędzać, by nie przesadzić. Niestety na drugim okrążeniu (z czterech, każde po 45 km) pojawił się przeszywający ból.

- Na początku miałem średnią 39 km/h i byłem przekonany, że śmiało to utrzymam. Ostatecznie średnia jazdy wyszła 36,6 km/h, więc to jest najlepszy dowód, jak bardzo spadła moja wydolność. Pod koniec musiałem już jechać około 33 km/h. Tak złego wyniku jeszcze nigdy nie miałem - mówi Jakub Kimmer.

A co poza tym działo się na trasie? Jak Kimmer ocenia etap pływacki, w którym wielu zawodnikom dokuczało przenikliwe zimno?

- To jest chyba mój szósty strat w Malborku, tu zawsze jest zimno. W tym sezonie dużo pływałem na otwartych zbiornikach, choćby jadąc na triathlon do Tallina, zatrzymywaliśmy się w Augustowie, w Suwałkach i tam pływałem po jeziorach. Dodatkowo celowo zrezygnowałem z treningu w wodzie, wiedziałem, że będzie zimna, a przy temperaturze powietrza na poziomie 7 stopni to nie był najlepszy pomysł. Do startu ruszyłem więc na suchą piankę i to jest klucz w dziesiątkę, rano było mi ciepło, a widziałem, że inni dygotali - podsumowuje Jakub Kimmer.

Biegowe wyzwanie po zejściu z roweru z bólem było dla zelowianina, jak to sam określił było czymś na co już nie mógł się doczekać.

- Na maratonie też się oszczędzałem, bo po zejściu z roweru miałem tak dużą stratę, byłem chyba 13., albo 15. , więc byłem przekonany, że ja nie mam co gonić. Biegłem sobie swoje, dopiero późnej, miałem całą rodzinę, support i oni krzyczeli mi na każdym okrążeniu, który jestem, ile tracę czy zyskuje czy doganiam i dopiero wtedy uwierzyłem, że można… Choć maraton też nie był jakiś super w moim wykonaniu, bo już w tym sezonie biegałem dużo szybciej - dodaje Jakub Kimmer.

Niezależnie od zdrowotnych przypadłości Jakub Kimmer pokonując wszystkie trzy etapy w czasie 8 godzin 58 minut i 9 sekund wszedł na najwyższy stopień podium MP w kategorii M 30 (amatorów).

Zdecydowanie więcej czasu na przepłynięcie, przejechanie i przebiegnięcie całej trasy Iron Mena potrzeba było drugiemu reprezentantowi powiatu bełchatowskiego. Waldemar Stawowczyk na wszystkie trzy etapy potrzebował 11 godzin 47 minut i 36 sekund. Do Malborka jechał z nastawieniem przełamania 11 godzin 30 minut, ale jak sam podkreśla, po pierwszych przepłyniętych metrach w lodowatym dla niego Nogacie, szybko swoje plany startowe zweryfikował.

- Wychodząc z wody od razu na podeście i pierwszym schodku zaliczyłem glebę. I pytanie co jest grane? Nie czuję nóg… Wstałem po poręczy i jakoś ruszyłem do strefy T1. Przed rowerowym etapem ubrałem się niby ciepło i ruszyłem na trasę kolarską. Nogi odmarzły mi po 65 km i dopiero wtedy miałem komfort cieplny - relacjonuje Waldemar Stawowczyk.

Jak sam podkreśla, jego rowerowe założenia oscylowały wokół średniej 30/31 km/h i tak, by ukończyć kolarski etap w 6 godzin.

- I tak sobie spokojnie kręciłem do samego końca. Ciągle miałem wrażenie, że jestem w ogonie stawki, serce mówiło: „przyspiesz", głowa: „chyba zwariowałeś, maraton przed tobą"… - dodaje żartobliwie zawodnik.

Założenie sprzed biegu bełchatowianin zrealizował na sto procent. 180 km przejechał w 5 godzin i 56 minut.

- Na biegu się zaczęło, doganianie i wyprzedzanie kolejnych i kolejnych. Trzymałem się zasady że maraton to mistrzostwa w jedzeniu i piciu i może dlatego, że na każdym punkcie był postój żywieniowy, sekundy uciekały, ale to były pozytywne sekundy, które zrobiły robotę. Tak sobie dobiegłem do końca, zaliczając co 2,5 km postój na wodę, banany, colę, bułki z marmoladą i ciastka. Stąd miałem energię na samolot na mecie - podsumowuje etap biegowy.

Waldemar Stawowczyk uplasował się w kategorii open prawie w środku stawki. Na 201. zawodników był 112. w wiekowej kategorii M40 był 31. na 50. startujących.

Z dystansem 1/2 Iron Mena mierzył się w miniona niedzielę trzeci przedstawiciel regionu bełchatowskiego - Robert Cieśla. Do rywalizacji w tej kategorii stanęło 265 triathlonistów z całego kraju. Bełchatowianin pokonał cały dystans w 5 godzin 6 minut i 16 sekund, co pozwoliło mu na zajęcie 93. miejsca w klasyfikacji open. W kategorii wiekowej M30 Cieśla był na pozycji 23. na 55. reprezentantów.

Wklej tutaj kod osadzenia...


Zobacz zdjęcia: